dlaczego tyle u mnie B E T W E E N?

B E T W E E N miało być tylko nazwą pewnej kolekcji, ale potem okazało się, że ja i zapewne Ty też ciągle jestesmy gdzieś B E T W E E N.

W moim przypadku to nie tylko między pracą, a relaksem. Pomiędzy ciszą, a hałasem. Pomiędzy rozterkami, a decyzją.

Każdy aspekt mojego życia jest "pomiędzy". I to nie jest uciążliwe uczucie.

Mam to szczęście, że robię to co kocham i z tego żyję. Oznacza to sporą wolność, pod warunkiem, że sobie na to pozwolę. Odkrycie tego zajęło mi 13 lat :)

Efekt powalający! Na przykład wczoraj, zwykle powinien być to szewski poniedziałek czyli zapierdziel od rana (a mam tenedncje do narzucania sobie sprinterskiego tempa od 6:00 rano), a okazało się, że - UWAGA! -  zaspałam 2 godziny! 

I co? I nic się nie wydarzyło! Świat się nie zatrzymał.

Po prostu nie pozwoliłam sobie na jakieś histeryczne rzucenie się w ten dzień.

Śniadanie zjadłam w aucie, ale ładne ;)

Potem odwołałam pedicure i wyjazd na PSZOK (bez straty dla ludzkośći).

A potem wszystko udało się pieknie wykonać planowo i w rytmie slow. Chyba pierwszy raz w życiu wykreśliłam z planu dnia dwie rzeczy, które nie zmieniłyby biegu historii świata, a zajełyby mi minimum 3 godziny.

Można? Można! Odkrycie tego to moje małe zwycięstwo, więc odtrąbię je tutaj.

A potem poszło gładko, wieczorem nadrobiłam prace na stronie, zamówienia dla krawcowych wraz z projektami nowych druków. Finalnie zrobiłam więcej ważnych dla mnie rzeczy niż zamierzałam. Duma z samej siebie? Milion!

P.s. Na PSZOK jadę teraz, a pedicure pojutrze;)

Komentarze (0)